Sunday, August 15, 2010

Bodo i Reri

Jakub Wiewiórski 2010-05-12,
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,7851085,Bodo_i_Reri.html

Oczarowany Bodo namawia Reri, żeby została w Polsce. Hollywoodzcy bossi zgadzają się na przerwę w jej występach. Zakochani mieszkają w domu przy Marszałkowskiej. Razem z matką, którą Eugeniusz uwielbia i której jest całkiem podporządkowany. Na szczęście Reri przypada jej do gustu. O miłości Tahitanki Reri i Eugeniusza Bodo pisze Jakub Wiewiórski


Koniec lat 20. ubiegłego wieku. Friedrich Wilhelm Murnau i Robert J. Flaherty schodzą z jachtu w porcie na Tahiti. Przetrwali huragan na Pacyfiku. Przypłynęli, żeby nakręcić film o morzach południowych. Murnau to filmowy geniusz. W Niemczech kręci ruchomą kamerą, co w tamtych czasach jest niezwykłe. Hollywood zaprasza go. Za oceanem Niemiec narzeka jednak na brak wolności twórczej i z dokumentalistą Flahertym ruszają w świat.

Na wyspie Bora-Bora nie ma Tahitanki, która odmówiłaby zagrania w filmie. Reri też nie odmawia. Ma 17 lat, sceniczny dryg, piękną twarz i doskonałą figurę. Gra siebie, jest naiwna i szczera. Swojego chłopca kocha sercem, ciałem i całą duszą. Sceny miłosne gra tak namiętnie, że trzeba ją hamować, żeby nie było kłopotów z amerykańską cenzurą. Reri nie bardzo rozumie, czym jest praca w filmie. Gdy po raz pierwszy Murnau każe jej płakać, odpowiada mu ze śmiechem: 'Nie chce mi się płakać'. Dziwi się, że reżyser każe się jej smucić, kiedy jest szczęśliwa, bo udał się połów ryb.

- Śpij - mówi Murnau.

- Wyspana jestem, dopiero wstałam.

'Tabu' powstaje w półtora roku. Przez krach na giełdzie brakuje pieniędzy na wszystko. Nawet na piwo. Po skończonych zdjęciach Murnau zabiera Reri ze sobą do Stanów i załatwia angaż na Broadwayu. W Hollywood chętnie się kręci wtedy egzotyczne filmy, w których w role mieszkanek Polinezji wcielają się Meksykanki, Hiszpanki, a nawet Amerykanki w perukach. A Reri jest autentyczna. W Stanach Reri idzie do szkoły. Uczy się mówić po angielsku i po francusku. Ubierają ją w elegancki kostium spacerowy i rękawiczki z miękkiej skóry. Jest zachwycona. Przez 10 dni nie pozwala zdjąć ich sobie z rąk. Śpi w nich i je. Szybko się brudzą, więc się w nich myje. Reri sądzi, że te rękawiczki to biała skóra, w którą ubierają się Amerykanie, i że dlatego wyglądają tak jasno.

W 1931 r. 'Tabu' ma premierę. Recenzje są doskonałe. Niestety, Murnau ginie przed premierą. Samochód prowadzony przez jego przyjaciela zderza się z ciężarówką. Producenci chcą, żeby 'Tabu' stało się kasowym sukcesem w Europie. I wysyłają Reri na Stary Kontynent. Ma tańczyć, śpiewać, a przede wszystkim nakręcać popularność filmowi. Na 'Tabu' i na spotkania z aktorką ludzie walą drzwiami i oknami. W Berlinie pożerają Reri wzrokiem i powtarzają: 'Schöne'. Reri myśli, że to niemiecki sposób powitania. I też mówi do wszystkich: 'Schöne'. Dopiero gdy zwraca się w ten sposób do starszego pana, Niemcy wyjaśniają, że to słowo oznacza 'piękna'. Kiedy indziej dziennikarz pyta Reri, czy jest ludożercą. - Owszem, ale lubię tylko białe mięso z sokiem cytrynowym - odpowiada Reri, patrząc znacząco. Dziennikarz kuli się i już o nic nie pyta.

Po półtorarocznym tournée w 1933 r. Reri trafia do Warszawy. Ma przyjechać na jeden jedyny występ do popularnego kinoteatru Alhambra przy ul. Karowej. 'Wystąpi w tańcach i pieśniach polinezyjskich, które my znamy jedynie z filmów dźwiękowych lub nieudolnej imitacji' - zapowiada prasa. Na show przychodzi artystyczna Warszawa. Jest także Eugeniusz Bodo, jeden z najpopularniejszych aktorów, amant przedwojennego kina. Śpiewane przez niego w filmach piosenki to szlagiery. Do niego samego - szarmanckiego i uwodzicielskiego - wzdychają trzy pokolenia Polek. O spotkaniach z nim czytelniczki gazet piszą w pamiętnikach: 'Bodo był smutny. Nie wiem, czy z przemęczenia, czy z jakiejś innej przyczyny. A tak ślicznie przecież wygląda, gdy się śmieje. Był w Casino, gdy z koleżankami z bijącym sercem prosiłyśmy go o podpis'.

Bodo ma smykałkę do interesów, a w sprawach damsko-męskich działa impulsywnie. Reri robi na nim piorunujące wrażenie. Zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia.

On ma 33 lata. Ona 21. Naprawdę nazywa się Anna Chevalier. 'Maleńka ciemna istotka o ogromnych tęsknych oczach, dziwnie czarnych i ciekawie patrzących w życie' - pisze zakochany Bodo. Jej ojciec - Maurence - był synem francuskich kolonistów osiadłych na Tahiti. Poślubił Tahitankę, z tego związku przyszło na świat dwanaścioro dzieci. 'Numerem siódmym' była mała Reri. Dzieciństwo spędziła w wioskach otaczających największe miasto Tahiti Papete, gdzie jej ojciec był merem i nauczycielem francuskiego. Mieszkała w niewielkim drewnianym domu o słomianym okrągłym dachu.

Bodo widzi w niej kobietę z innego świata. Żyła wśród stubarwnych kwitnących oleandrów, wśród wiecznej zieloności smukłych palm kokosowych, wśród pachnącego kwiecia pomarańczowych i cytrynowych drzew. W rozczochrane włosy zawsze wpinała kwiat Tahiti - białą gardenię. Okoliczne dzieci ulegały jej we wszystkim, onieśmielała je jej piękna twarzyczka i władczy wzrok. Jedynie starszy braciszek Reri Sam, nieodstępny towarzysz jej zabaw i opiekun, nie podlegał czarowi siostrzyczki i nie szczędził jej razów, gdy mu była w czymkolwiek nieposłuszna. Płakała gorzko, gdy ją przebierano i myto, natomiast z dumą i zadowoleniem praktykowała tahitański zwyczaj zakładania w niedzielę odświętnego miejscowego stroju złożonego z kolorowego stanika i przepaski przybranej bajecznie kolorowymi piórami. Do ósmego roku życia przebywała Reri na wsi, wsłuchana w dzikie dźwięki ukulele, wpatrzona w wężowe ruchy wykonujących taniec brzucha miejscowych tancerek... Stawiała pierwsze kroki w tańcu, dostosowując je do dźwięków muzyki. Porywały ją rytm i tempo.

Oczarowany Bodo namawia Reri, żeby została w Polsce. Ona przerywa tournée, mimo że 'tu u was jest zimno i trzeba tyle ubrania kłaść na siebie'. Bodo obiecuje, że będzie mogła wyjechać z Polski, kiedy tylko zechce. Hollywoodzkim bossom takie zabezpieczenie wystarcza i zgadzają się na przerwę w występach. Reri dostaje od Bodo pięć tysięcy złotych. Aktor się nią zajmuje. Mieszkają w domu przy Marszałkowskiej. Z nim i jego matką, którą Eugeniusz uwielbia i której jest całkiem podporządkowany. Na szczęście Reri przypada pani Jadwidze Dylewskiej (matce aktora) do gustu. - Mimo że przed wojną każdy, kto miał inny kolor skóry, w powszechnym mniemaniu był uważany za kogoś gorszego od chłopa spod Płocka - opowiada znawca przedwojennego kina Stanisław Janicki. - Ale Reri jest tak sympatyczna, że na kolor skóry przymyka się oko. Nie wiem, czy do księcia Sapiehy by ją zaproszono. Wątpię. Ale pamiętajmy, że ona się obracała w środowisku artystycznym.

Związek Bodo i Reri staje się tajemnicą poliszynela. Są widywani w modnych knajpkach. Bodo jest urzeczony jej urodą i prostolinijnością. Myśli o ślubie. Reri opowiada mu o 'Tabu': - Murnau przywiózł ze sobą dziewczynę, która miała zagrać główną rolę. Gdy jednak reżyser mnie zobaczył, powiedział, że chce, żebym koniecznie zagrała zamiast tamtej. To było nieładne, ale przyjęłam rolę i tamta była bardzo smutna. Dlatego też w Ameryce, gdy oferowano mi inną rolę, dałam tamtej i tamta teraz gra. A dlaczego ja nie chciałam? Bo to miał być film eskimoski i plenery miały być kręcone na północy, w prawdziwych śniegach. Ja się bardzo boję zimna. Przy Eugeniuszu Bodo Reri nie marznie.

Bodo jest nie tylko zakochanym mężczyzną, ale także aktorem, producentem filmowym i wspólnie z Henrykiem Żelichowskim właścicielem wytwórni Urania. We wrześniu zaczynają się zdjęcia do 'Czarnej perły'. Producenci 'wybierają ładne i efektowne toalety oraz wprowadzają po raz pierwszy do filmu polskiego wspaniałą wystawę'. Bodo cieszy się, że ma europejskie warunki przy tworzeniu filmów. - Nie muszę liczyć się z kosztami. Ludzie, którzy widzieli zdjęcia z Tahiti, nie mogli uwierzyć, że były w Polsce wykonane.

Po raz pierwszy w historii polskiego kina pojawią się nawet Chińczycy, których występ wymaga zgody konsula. Ma być egzotycznie, więc znajduje się rola dla Polinezyjczyka, który przyjechał do Warszawy na... turniej lotniczy. Zdjęcia mają trwać 20 dni, ale przeciągają się do prawie siedmiu tygodni. - Reri i Bodo to zuchy. Pracujemy od 8 rano do 11 bez wytchnienia, a oni nie uskarżają się na zmęczenie i nie kapryszą jak reszta kolegów - podkreśla reżyser Michał Waszyński. - Reri wciąż przyśpiewuje w garderobie, tańczy, wnosi życie i humor, chociaż po zainscenizowanej bójce w portowej spelunce jest tak potłuczona, że musi przez dwa dni leżeć w łóżku.

Reri zyskuje popularność równą największym gwiazdom polskiego filmu. Personel techniczny w atelier Falanga przy Trębackiej nazywa imionami aktorów i aktorek reflektory. Imieniem Reri ochrzczono zgrabną lampę. Reri bywa w knajpkach. Pokazuje podpisy gwiazd na ofiarowanych fotosach - John Gilbert z żoną, Marlena Dietrich, Buster Keaton. Teraz to ona daje autografy na własnych fotosach. Ma ich całe szuflady. Innym gościom opowiada o Hollywood.

- Gdyby pani widziała z bliska te piękne gwiazdy z Hollywood! Jedna brzydsza od drugiej! - Wszystko zależy od charakteryzacji. Oni robią tam cuda z twarzami ludzkimi. Nie ma brzydkich kobiet. Decyduje talent. Resztę robi charakteryzator. I reżyser. - Ach, Murnau to był reżyser! Jaka szkoda, że zginął tak młodo... - Ze wszystkich gwiazdorów Hollywood najmilszy jest Wallace Beery. To kochany człowiek! Gościnny, serdeczny, dobry! Z taką zbójecką twarzą.

- A z kobiet chyba tylko Claudette Colbert. Jest przemiła, nie robi "fasonu", a przy tym taka słodka Francuzeczka.

Opowiada też o rodzinnej wyspie: - W miastach jest paskudnie. Jest mnóstwo białych, trzeba chodzić w ubraniu i właściwie wygląda się jak w Ameryce. Ale na wsi jest cudownie. Tak jak dawniej. Krajobraz ten sam, ludzie chodzą ubrani po dawnemu, łowią ryby, kochają się i śpiewają... A jak kochają? O, bardzo mocno, mocniej i prawdziwiej, niż biali mogą sobie wyobrazić. Tak właśnie kocha Reri.

Ale Bodo zdaje się kochać mniej i Reri czuje się samotna. Polskę wybrała, by być blisko ukochanego mężczyzny. A ten mężczyzna coraz częściej siada w lokalu przy osobnym stoliku. Dba o interesy, gra w brydża. Najlepszym lekarstwem dla Tahitanki staje się koniak. I to jest początek końca ich związku. Janicki: - Bodo był człowiekiem niepijącym. Alkohol nie był mu do niczego potrzebny. Natomiast Reri stawał się coraz bardziej niezbędny do życia. Zaczęły się konflikty.

Reri wciąż jest w Polsce, jeździ z występami. W Łodzi gra z Heleną Rapacką, aktorką, która w czasie wojny zachowa się obrzydliwie - wygra ogłoszony przez wydział propagandy Generalnego Gubernatorstwa konkurs na sztukę antytyfusową (od nazistowskiego plakatu propagandowego: Żydzi, wszy, tyfus plamisty). 'Dziecko, bo dziecko. Duże, ładne, wesołe, naiwne dziecko. Impresario obwozi ją po świecie, a ona o niczym nie myśli, tylko żeby się zabawić, najeść i przespać. Lubi namiętnie lalki, pajacyki, perfumy i dobry koniak, który widać potrzebny jej jest dla podtrzymywania słabnącej przy takim trybie życia energii' - pisze Rapacka.

Aktorzy niepokoją się, bo Reri z entuzjazmem zagląda do coraz większych kieliszków. Gdy słyszy, że to niezdrowo, wybucha dziecięcym śmiechem: - Ça ne me fait rien (To mi nie szkodzi). Rapacka: - Arcyzabawna była Reri w zachowaniu z mężczyznami, jej taniec rozpłomieniał i entuzjazmował nawet kolegów. Ale jak tylko który rycerz stawał się natarczywy, opuszczała go, by z kolei przyjąć zaproszenie następnego. Przez cały czas pobytu w Łodzi nie zauważyłam, aby się kimś bliżej zainteresowała. Natomiast ze wszystkimi była prosta w obejściu i swobodna, jakby znała całą Łódź 10 lat. Dlaczego nie interesuje się żadnym mężczyzną? Bo wciąż kocha tylko jednego. Eugeniusza Bodo.

Reri zaczyna dzień o drugiej po południu. A bywa, że i po piątej. Gdy przychodzi do garderoby, najpierw nalewa sobie koniaku, a zaraz potem nastawia gramofon. W ciągu wieczoru potrafi puścić nawet 20 płyt. Noce spędza na dancingach i w restauracjach. - Te męczące występy, alkohol, duszna atmosfera nocy zabijają ją, stworzoną dla słońca i morza dziewczynę, jak zabiły tyle jej siostrzyc. Smutne - mówi jeden z łódzkich lekarzy.

'Czarna perła' wchodzi na ekrany w 1934 r. Reri gra egzotyczną piękność i śpiewa przebojową piosenkę 'Dla ciebie chcę być biała'. Wypada doskonale. Prasa się zachwyca: 'Ma tyle wdzięku, czaru, prostoty, że trudno znaleźć dla niej jakiekolwiek porównanie, zwłaszcza wśród naszych gwiazd. Jest w swej grze bezpośrednia i mimo oryginalnego egzotyzmu tak bardzo prawdziwa, że jej Moana żyje, wierzymy w jej przeżycia, dole, niedole'.

Ale Reri już w Polsce nie ma. I ona, i Bodo wyjeżdżają za granicę, na tournée. Reri do Amsterdamu i Berlina, a Bodo na Bliski Wschód, do Palestyny. Kiedy Reri tęskni, Bodo zachwyca się egzotyką. Cieszy się, że po hebrajsku potrafi zamówić herbatę: - To zupełnie wystarczy, by być uprzejmym, ale trochę za mało, by najeść się do syta. I podróżuje: Palestyna, Egipt, Syria. W Iraku znajomy nadworny lekarz z Polski zaprasza go na dwór królewski. W Hajfie dziennikarz pyta aktora, czy wie, że Reri wyjechała z Polski. Bodo zmienia temat. Już nigdy się nie zobaczą.

Z Polską Reri ma kontakt dopiero w 1939 r. Do laguny w zatoce Vaiere na wschodnim wybrzeżu wyspy Moorea przypływa kutrem Arkady Fiedler. Odwiedza gospodę z niewielkim hotelem. W środku dwie Tahitanki i ich dwaj angielscy przyjaciele. Jedna z kobiet to Reri. Johnny Walker osłabia czujność aktualnego stałego przyjaciela Reri - 'sympatycznego, piegowatego, łysawego mężczyzny, wysokiego jak tyczka, ale hojnego'. A w Reri wzmaga tęsknotę za Polską.

Reri wciąż jest ładna, choć - jak pisze Fiedler - 'szczyt urody już minął z racji jej zbytniego pociągu do wódeczności. Poranne migreny niszczy za pomocą szklaneczki whisky lub dżinu. Straciła sarnią ongiś smukłość, natomiast wciąż zachowała ujmujący wdzięk. Różniła się od innych Tahitanek wyjątkową subtelnością, i była w tym dziecięco bezradna. Nie zapominało się jej głosu; był miękki, śpiewny, niemal pokorny'. Fiedler podziwia jej szlachetną skromność. Nie zmanierowała się i pozostała sobą - miłym, dobrym człowiekiem.

Fiedler zachwyca się tym, że Reri, 'opowiadając polszczyzną śmieszną i łamaną, ale dość zrozumiałą, nie żaliła się, nie wyrzekała, nie rzucała złorzeczeń na niewiernego kochanka. Tym, że nie umiała nienawidzić: przeciwnie, jakimś niepojętym kaprysem kobiecości nie mogła oderwać serca od tego, co było w Polsce. Kochała wciąż Warszawę ponad wszystkie Nowe Jorki, Hollywoody i Paryże. Nie żaliła się ani słowem na cynicznych łobuzów, którzy ją świadomie rozpijali, i wciąż zachowała ciepłe uczucia dla hultaja Genia. Przy rzewnych wspomnieniach jej oczy napełniały się łzą wzruszenia'.

Natomiast o Bodo jest najgorszego zdania. 'Niestety gładysz, dzióbasowaty letkiewicz, po kilku tygodniach sprzykrzył się egzotyczną aktorką. I zaczął bezceremonialnie wpychać Reri w ramiona innych galopantów, swych koleżków. Gdy Reri w końcu wyrwała się z birbancko-sprośnego bagienka i wyjechała z Polski, już było za późno, by się wyprostować; nie mogła się wyzbyć trunkowego nałogu'.

Fiedler i Reri wychodzą na brzeg laguny. Śpiewa pisarzowi miłosną piosenkę i przyznaje się, że zawsze, gdy ją śpiewa, myśli o Bodo. Wciąż wierzy w tę miłość. Fiedler: - Jak w koszmarnej bajce o królewnie zakochanej w świniopasie.

Ostatnim Polakiem, który spotyka się na Tahiti z Reri, jest Lucjan Wolanowski. W 1961 r. reporter czeka wiele wieczorów, zanim aktorka pojawi się w barze Col Bleu. Barman nie rozumie, dlaczego komuś zależy na spotkaniu z dawną gwiazdą ekranu. Kobiety podejrzewają sprawy sercowe, mężczyźni, że coś przeskrobała. 'Dobry wieczór pani' - mówi po polsku Wolanowski. Usta Reri drżą, oczy wilgotnieją. Milczy przez dłuższą chwilę. Barman patrzy podejrzliwie na Wolanowskiego. Pewnie obraził ją i przez niego Reri płacze. 'We wszystkich marynarskich knajpach świata za to dostaje się w zęby' - zapisuje reporter. Tahitanka tłumaczy przyczynę płaczu. Barman daje spokój.

Reri wciąż ma zdjęcia. A na nich pieczątki zakładów fotograficznych z Warszawy, Krakowa, Zakopanego, Krynicy... Pyta reportera o ludzi, których spotykała w Warszawie. Co to jest getto? Co to jest obóz koncentracyjny? Dlaczego zbudowano komory gazowe? Nie rozumie. Nie wie też o tragicznej śmierci Eugeniusza Bodo w sowieckim łagrze w 1943 r. Ciągle lubi mocne trunki. W niektóre dni właściciel kina wyciąga szpule ze zniszczonym już bardzo 'Tabu', a Reri zjawia się na widowni i ogląda je po raz setny. Nie mówi już po polsku. Pamięta tylko niektóre słowa. Za to piosenkę pamięta całą: 'Dla ciebie chcę być biała...'.

Reri zmarła w 1977 r. Nawet w zbiorach Filmoteki Narodowej nie ma plakatu czy choćby fotosów z 'Czarnej perły'.

2 comments:

  1. Dla wielu ludzi wyraz pożyczka dotychczas jest czymś strasznym. To jest zupełnie bezzasadna opinia, ponieważ teraz da się wybrać doskonałe warunki na każdy gust. To jest strona, gdzie można to zrobić - https://chwilowkionline247.pl/company/ferratum

    ReplyDelete