Sunday, August 15, 2010

Jak umierał Eugeniusz Bodo

Jacek Marczyński 07-10-2008
http://www.rp.pl/artykul/201366_Jak_umieral_Eugeniusz_Bodo_.html

65 lat temu, 7 października 1943 r., w sowieckim łagrze w obwodzie archangielskim zmarł Eugeniusz Bodo, przedwojenny gwiazdor filmowy, piosenkarz, aktor kabaretowy i ulubieniec milionów Polek. W PRL-u jego śmierć okryta była zasłoną milczenia, oficjalna wersja głosiła, że zastrzelili go Niemcy po wkroczeniu w 1941 r. do Lwowa.



Tajemnicę jego śmierci przedstawił w swoim filmie „Eugeniusz Bodo — za winy niepopełnione” znany historyk kina, Stanisław Janicki. Już w 1972 r. w swej audycji telewizyjnej, gdy poprosił widzów o nadsyłanie wspomnień o aktorze, otrzymał kilka informacji od osób, które zetknęły się z Bodo podczas deportacyjnych tułaczek po Związku Sowieckim. Mógł je wykorzystać dopiero w latach 90. i wtedy właśnie postanowił zrealizować dokument. Skorzystał też ze wspomnień muzykologa polskiego pochodzenia Alfreda Mirka, który w 1990 r. wydał w Rosji „Dziennik więźnia”.
Mirek spędził w sowieckich łagrach wiele lat. I to on w 1943 r. w więzieniu NKWD na moskiewskich Butyrkach zetknął się z Eugeniuszem Bodo. Aktor był tam już od dwóch lat, został aresztowany w czerwcu 1941 r. we Lwowie i przewieziony do Moskwy. Nikt go nie przesłuchiwał, jakby o nim zapomniano. Znajdował się już w ciężkim stanie, słabł i puchł, nerki odmawiały mu posłuszeństwa. Aby oszukać głód, pił duże ilości wody z solą. Pewnego dnia został zabrany z celi. Kilkanaście miesięcy później Alfreda Mirka wywieziono do łagru i tam spotkał więźnia, który był świadkiem śmierci polskiego aktora. Kiedy przywieziono go do obozu, znajdował się już w stanie agonii. Wprost z wagonu zaniesiono go na noszach do łagrowego szpitala i stwierdzono zgon. Ciało wrzucono do zbiorowego grobu.
Kiedy we wrześniu 1939 r. Eugeniusz Bodo ruszył z Warszawy na wschód i znalazł się we Lwowie, liczył, że będzie to jedynie przystanek w jego podróży do świata nieogarniętego wojną. Występował we lwowskim Teatrze Miniatur, potem związał się z zespołem Tea-Jazz Henryka Warsa. Słynny polski aktor posiadał bowiem szwajcarski paszport. Jego ojciec, Teodor Junod był z pochodzenia Szwajcarem, Bodo – to pseudonim aktora, ułożony z sylab jego pierwszego imienia (Bohdan) oraz imienia matki (Dorota).
Nie przypuszczał, że ów dokument zamiast ułatwić mu wyjazd, okaże się dla niego przekleństwem. Już po uwięzieniu, gdy o uwolnienie aktora starali się przedstawiciele polskiej ambasady w Moskwie, usłyszeli od władz sowieckich stwierdzenie, że los obywatela Szwajcarii nie może być przedmiotem rozmów. Z tego samego powodu nie objęła go amnestia dla Polaków przetrzymywanych w więzieniach i łagrach, ogłoszona po podpisaniu porozumienia z rządem gen. Sikorskiego.
Gdyby Eugeniusz Bodo mógł to przewidzieć, zapewne dawno zrezygnowałby ze szwajcarskiego paszportu. U szczytu kariery nie był mu przecież do niczego potrzebny.
Rzeczpospolita

No comments:

Post a Comment